|
wtorek, 08 listopada 2011
Liściopad
Belgijski listopad wcale nie oznacza zimna, deszczów, pierwszych młodych mrozów. Przynajmniej początek listopada belgijskiego. Pierwszy listopadowy tydzień minął w słońcu, +17 i opadach liściastych. Pierwszy listopadowy tydzień był też pełen dni wolnych od pracy. Tak tęskniłam za naszym brukselskim domem, że nawet nie miałam ochoty nigdzie wyjeżdżać na dłużej niż kilka godzin. Upajałam się dłuuugim piciem porannej kawy (wstawanie o 8-9 rano w dzień wolny jest bardzo miłe!) oglądając spadające liście; po południu piłam smoothies wyglądając na balkon i dziwiąc się, że pelargonie to zupełnie samodzielne kwiaty - nikt o nie nie dba, a kwitną; układałam puzzle z Wilnem; czytałam książkę w dzień, a nie jak zwykle przed zaśnięcie; utonęłam nawet znowu w robieniu biżuterii, która poleci do Wilna na poprawienie humoru komuś, kto tego humoru i optymizmu potrzebuje. A w międzyczasie sprzątałam bez najmniejszego pośpiechu. Jakże wszystko zwykłe i szarobure, a tak mi z tym dobrze. Jutro przyjeżdżają Teściowie! Bardzo bliski kawałek Wilna. Będzie zwiedzanie, wieczorne pasiedzieławki i trudne wstawania z rana na towarzyskie śniadania. Tęskno do Wilna, że oj. Ale bilety już zakupione. 44 days left.
czwartek, 27 października 2011
Powracam do pełnowartościowego życia po dwóch miesiącach wyciskiwania mózgu. Ale jak ktoś się nie zabiera przez rok, to później musi nadążyć w ciągu dwóch miesięcy. Ale Master obroniony i radość jouuu wszędzie. Brusza ma piękną jesień. Jest dużo słońca, zimno nie jest i tak w ogóle ciężko uwierzyć, że listopad tuż tuż. Tylko witryny upiększone światecznymi choinkami i facetami w czerwonym dresie przypominają, że święta ("już") za dwa miesiące! Nie myślicie jeszcze o kupnie prezentów i meniu na Wigilię? Nieee? Naprawdę? Żartujecie sobie... przecież to już czas! sic! Przede mną dzisiejszowieczorowy wypad na plac Lux ze znajomymi, jutrzejsza pomoc w przeprowadzce dobremu człowiekowi (przyjacielowi?), wysypianie się i robienie wszystkiego, czego nie muszę, ale chcę. Wolność. Zapraszam na nowy pomysł, o którym mam nadzieję pamietać i o który dbać. http://underthebrusky.blogspot.com/ Dźwięku chwili brak, ale ostatnio zasłuchuję się w DDT, Chaif... i taka taskaaaa...
środa, 31 sierpnia 2011
3
Po raz trzeci wchodzę w jesień w Brukseli. Trudno w to uwierzyć, bo czy może czas aż tak szybko mijać. Zdawałoby się, że to wczoraj spotkaliśmy się wszyscy po raz ostatni przed wyjazdem w CanCan na Trakų, że wczoraj otrzymałam skrzynkę z najporzebniejszymi rzeczami od Państwa J., kartkę z ważnymi słowami od mojej E., że to wczoraj piłyśmy kawę z Lu na Vilniaus i nie mogłyśmy dojść do zgody, czy Wilno na kartce jest wiosenne czy jesienne. Zdawałoby się, że wczoraj biegałam w panice i się pakowałam niewiedząc co i jak. I piłam herbatkę uspokajającą :) a tak naprawdę minęły całe dwa lata i to już trzeci. Trzecie wileńska jesień, którą przegapię. Ale jest dobrze i ma być coraz lepiej. Lato minęło pięknie. Było tak wileńskie i rodzinne, że aż słodko. I cieplutko. Jednak chyba za długo, bo powrót do Bru był trudny. Człowieki się rozleniwiły będąc w Wilnie, a do tego jeszcze ten syndrom przewkłej tęsknoty, co to zaostrzył się właśnie przy powrocie do Bruszy. Z utęsknieniem czekam na październik, a listopad jeszcze bardziej. Podobno będzie wtedy więcej czasu na życie - książki, spacer i inne blah blah. Nadzieja też, że może ktoś nas odwiedzi, albo my kogoś. Zapraszamy.
środa, 29 czerwca 2011
Bright and dark
Najbardziej bright weekend on miesięcy opiszę innym razem. A teraz proszę pogrążyć się razem ze mną w dźwiękach. Właśnie brzmi Adele - Someone like you. Ignoruję sąsiadów i pływam w muzyce. Ignoruję mianowicie sąsiadów cudzych. W domu remont łazienki i stąd chwilowe mieszkanie u znajomego. W tymże mieszkaniu, gdzie zaczęła się BruHistoria. I właśnie muzyka na całego i wizja nowej łazienki to bright strona całej tej katastrofy rurowej w naszym mieszkaniu. I chora jestem. Tak rozwaliło, jak dawno nie było. Mogę spać cały dzień i nawet dłuższe czytanie boli. Bright side choroby jest właśnie to, że moge spać ile wlezie i że czytam, jak się chce. Dark side, że trochę nudno. I że jednak jutro muszę pójść do pracy. Z nadzieją, że tylko do południa. A pojutrze do Bru zawita Wilno. Będę miała z kim pójść na sales :)) coby tylko choroba, nie była aż tak dark. Proszę o kciuki!
piątek, 10 czerwca 2011
Beware of Brussels Buses
A raczej of drivers. Autobusy w Brukseli nie jeżdżą. Tzn jeżdżą bardzo rzadko. Autobusy w Brukseli śmigają, napierdalają, szukają ofiar, ścigają się, niosą się, robią ziuuuu itd itp. Po tym gwałtownie hamują. Tak, że człowiek stojący w tyle autobusu raptownie okazuję się z przodu. Po czym znowu gwałtownie ruszają. A człowiek wraca migiem na miejsce. Ogólnie pasy dla pieszych to miejsce przyjazne dla pieszych. Ale nie wtedy, gdy nadjeżdża autobus. Jak wyskoczysz sobie na drogę takiego autobusokierowcy i z twojego właśnie powodu kierowca będzie musiał gwałtownie zahamować, to uciekaj. Uciekniesz, to zuch. A jeśli jednak cała ta historia skończy się przejechaniem pieszego to tenże pieszy niech nie ma nadzieji na spokój. Kierowca raczy wysiąść i nakrzyczeć na trupa, że ten oto sobie wyskakuje na przejście.
Dzisiaj na przejście wyszłam, a wyskoczył na nie autobus. Zahamował tak, że na przedniej szybie od środa przykleił się cały jadący lud. Nie wiem, czy krzyczał kierowca, czy tam co, ale jako że po dwóch latach trochę coś belgijskiego w sobie mam, to swoją mina oraz gestami rąk (nie palców, dear all), dałam mu do zrozumienia co o nim myślę. A tak ogólnie, do kierowców wracając, nie wiem czym oni prowadzą, bo ręcę mają ciągle zajęte pokazywaniem gestów i gestownym pouczaniem innych kierowców i pieszych. Na pocieszenie powiem też, że możliwe jest także spotkanie miłych kierowców na drodze swojej. Takich, którzy uśmiechną się i przywitają i nawet otworzą drzwi komuś w miejscu, co przystankiem nie jest.
środa, 08 czerwca 2011
Zielony-Vilnius-Home
Brusia przepełniona jest tęsknotą do Wilna. Do zielonego Wilna, do zimnej bananowej latte, do ulic starówkowych przepełnionych ludem letnim. Do zielonych ulic starówkowych Wilna. Bo najpiękniejsze bywa te zielone, puszyste od liści Wilno. Gedyminka, które po zimowej pustocie napełnia się liśćmi i cieniem od drzew. Łąka nad Wilią pełna relaksu i radości chwilą. A Barbakan. Aż żal wspominać. Zielony widok z okna panieńskiego. Prażenie się na rodzicielskim balkonie. Babciowy ogród, podjadanie malin i poziomek. Home, home, home. Brusia jest pełna mojej tęsknoty do Wilna, rodziny i friendów. I ciepłem, jakie tam panuje - tym od ludzi i tym od słońca. Brusia ciepła szczędzi i nadal pozwala na demonstrowanie płaszcza.
sobota, 23 kwietnia 2011
BRU/VLN
Jestem w domu. I rozumiem, że nadszedł czas, kiedy domem może być i Wilno, i Bruksela. Nadszedł czas, kiedy wileński dom zaczyna być raczej domem rodziców, domem z dzieciństwa, a w Brukseli dom nasz. Dom nasz, gdzie jest wszystko co trzeba, wiadomo, gdzie co leży. Większość przedmiotów przetransportowała się już do Bru. w domu wileńskim natomiast są stare przedmioty, pełne nostalgicznych wspomnień, pełne przywiązania. w domu wileńskim słucha się na wsiu muzyki sprzed kilku lat. w domu wileńskim mama z rana zrobi pyszną kawę, a tata nabierze się cierpliwości po raz jechać ze mną oplem. w domu wileńskim pachnie zawsze tak samo. pachnie domem. Dziś nad ranem wjeżdżając do podwórka wileńskiego, mózg mój powiedział 'what the fuck'. Najgorsze, że jak za kilka dni będę z tego podwórka wyjeżdżać, on znowu powie to samo... BRU.VLN.
piątek, 25 marca 2011
I could never go on without you
Minął trudny tydzień. Taki bardzo trudny tydzień. Taki dupotydzień. I nie powiem, że nareszcie minął, bo błyskawicznie szybko minął. Radością jest piękny jasny dzień już podczas wstawania. No i ta piękna słoneczna podoba. +15. Radością jest też powrót do domu, gdzie na poprawienie humoru Pan Mąż kupi pyszną bułkę z rodzynkami. Napisze sms'sa, że w lodówce czeka niespodzianka - ptasie mleczko! I że sok czeka. Takie małe rzeczy, a tak miło. Dėmesys. Wesołe opowieści, uśmiech i taki optymizm. Wtedy robi się lżej, a złe dni zapominają się. Życie byłoby zbyt zbyt zbyt dupotygodniowe gdyby nikt ni kupował tych bułek i soków. A jutro Pan Mąż obchodzi urodziny! Ćwierćwiecze. Starość ni radość. Śmierć ni wesele. Argazm ni marazm. Będzie trochę ludzi, trochę alkoholu, trochę obżarstwa i będzie miło. o. Dźwięczą mi Coldplay. I zbieram się zaraz stąd. mua mua.
poniedziałek, 21 marca 2011
Wiosna w Bru
Witam, wiosna w Bru zagościła już chyba na dobre. Czasem cieplej, czasem nie, ale wiosennie. Drzewa wybuchają zielenią oraz płatkami, ubrania robi się na ludziach mniej. A rano dzwoni budzik i słońce już wrywa się do mieszkania. Nie ma to nic fajniejszego, niż wstawanie o porze jasnej. A tak ogólnie to czuć przypływ energii. Tej słonecznej. W ostatnie dwa weekendy się naspacerowałam. I mam nadzieję, że kolejne też bedą tak cudne do spacerów. W sobote urodziny D. :) a ja już pięknie przygotowana :P Przybędzie dawno niewidziany Kuba, kilka fajnych Brumieszkańców i będzie fajn. A za prawie dwa tygodnie przybędą kochane jełdaczki i Renua! Dźwięki - pod oknami stoi jakiś zespół ludowy z PL i pięknie napierdala! :)
sobota, 05 marca 2011
The Moments to Treasure
Czasami do domu się wraca. A czasami się WRACA. Ten pobyt był pełen magii. Wracałam sama, jak rzadko. Pierwszy dzień był samotny i dziwny. Wilno było zimne, biało-szare i pachniało brakiem duszy bratniej. Później czas przyśpieszył. Konferencja ruszyła. Dusza cieszyła się z akcji, a organizm błagał o dodatkową minutę snu. Dużo nowych ludzi i doświadczeń. Ale najmagiczniejsze dni Wilno miało w piątek. I sobotę. Piątek wieczór minął w towarzystwie ludzi, którzy tworzą ważną część mego życia. Było tyle śmiechów, gadania o niczym, trochę żystokich żartów oraz poznawania się na nowo. I chociaż spać chciało się jak hell (a szczególnie po gorącym winie), to i tak chcę ten dzień zaznaczyć na ogórkowo. A sobota rodzinna. Tyle bliskich ludzi w jeden dzień - luksus! I może nie wszystko jest tak, jak by być musiało i chciało, to jednak dzisiejszy wieczór miał to coś, czego chyba jeszcze w życiu nie było. Było tak miło i jauku, że wkładam ten dzień i wieczór w szczególności do skrzynki drogocennych momentów. Wish you luck, little girl. Dźwiękiem chwili jest Nelly Furtado. I Hooverphonics. Miau. |
Archiwum
|